Wspomnienia Nadii z pobytu we Włoszech w ramach projektu Comenius

 

ŚRODA

Przyjechaliśmy pociągiem do Fano. Na stacji czekali juz na nas nasi Włoscy koledzy . Przywitaliśmy się. Poznałam swojego hosta oraz jego dziewczynę, u której miała mieszkać Basia oraz Julie – przyjaciółkę Miriam. Julia znacznie lepiej mówiła po angielsku niż nasi hości, wiec to z nią najpierw więcej szczegółów ustalałyśmy. Było to nie lada wyzwanie dla nas wszystkich, by na pewno dobrze sie zrozumieć. Udało nam sie złapać autobus. Po kilku przystankach ja z Luigim wysiedliśmy. Basia ze swoja hostką pojechała dalej. Dotarłam do mieszkania Luigiego . Przywitanie z rodziną, chwila odpoczynku w domu. Spodobało mi się bardzo ładne mieszkanie oraz pokój siostry Luigiego , w którym miałam zamieszkać te kilka dni. Jedną z pierwszych śmieszniejszych rzeczy, które mnie spotkały to komunikacja ze mną za pomocą traslatora google. Tak, właśnie w ten sposób przez Luigi starał sie mnie zapytać czy jestem głodna. Przeraziło mnie to nieco, ze tak słabo mówi po angielsku, ale na szczęście bardzo szybko złapaliśmy wspólny język. Wyjście na miasto, drobne zakupy, lody. Poszliśmy nad plażę, tam w jednych z barów graliśmy w bilard , wygrałyśmy z Basią przeciwko 8 Włochom. Kolacja u Miriam z Basią (makaron z owocami morza, frytki, szynka, ser) Najadłyśmy się bardzo, potem pojechaliśmy rowerami na miasto. To nic ze mieliśmy 3 rowery , a osób 5 . Tam powszechny jest fakt ze dziewczyny zwykle podróżują na ramach rowerów. Tak też jechała Basia. Mnie natomiast trafił się mój własny rower.

 

CZWARTEK

Rano pojechałam na rowerach razem z Luigim do szkoły. Tam na nas czekali uczniowie z innych krajów (Niemcy, Szwedzi, Hiszpanie, Włosi) W jednej z sal odbył się poczęstunek. (Ucieszyło to nas, bo oczywiście jak to w zwyczaju u naszych włoskich rodzin, nie zjadłyśmy śniadania) W szkole tego dnia odbyły się prezentacje multimedialne. Staraliśmy sie z zainteresowaniem obejrzeć prace innych uczniów, i czekaliśmy na moment kiedy poproszą nas o wystąpienie. Wydaje mi się, że pokazaliśmy się od jak najlepszej strony. Prezentacja udała się bardzo dobrze . Następnie wszyscy comeniusowi uczniowie zostali przydzieleni do grup. Każda grupa miała do wykonania zadania. Była to gra miejska i polegała na szukaniu rożnych miejsc w Fano według wskazówek. Podobała mi się ta forma poznawania miasteczka, jednak ‚błądzenie’ w dosyć upalną pogodę było chwilami męczące. Moja grupa była jedną z pierwszych które powróciły na metę , tzn. do szkoły. Potem Luigi zabrał mnie do domu na obiad. Był to bardzo dobry makaron bolognese . Po południu poszliśmy na miasto. Tego dnia miasteczko ożyło. Odbywał się tutaj koniec , bardzo ważnego i popularnego wyścigu – Giro d’Italia. Pełno wszędzie różowego koloru, gdyż właśnie ten kolor związany był z wyścigiem. Zjedliśmy kolejne smaczne lody, tym razem w jednej z urokliwych bocznych uliczek. Z Basią odwiedziłyśmy tez parę sklepów. Jeden z nich okazał się bardzo ciekawy, oferował artystyczne produkty, w tym ubrania. Wieczorem wielu Włochów dogadało się miedzy sobą, aby zabrać swoich hostów do centrum rozrywki. Tam tez sie udaliśmy. Była to hala, gdzie można było spędzić miło czas grając w kręgle, bilard lub inne gry.

 

PIĄTEK

Tym razem do szkoły wybrałam się na pieszo. Nie było daleko, Luigi miesza w centrum. Basia natomiast dojechała rowerem, gdyż dom Miriam mieścił sie na obrzeżach. Tego dnia znowu wszyscy comeniusowi uczniowie zostali podzieleni na grupy, tym razem w celu przydzielania nas na zajęcia w szkole. Miałam okazje być na dwóch lekcjach ekonomii i języku angielskim. Na ekonomii było chwilami trochę nudno, całą lekcje jeden z uczniów obliczał jakieś podatki i koszty na tablicy. Nauczycielka nie mówiła po angielsku, także tylko niewiele z jej włoskich wypowiedzi zdołałam zrozumieć. Na szczęście usiadłam w ławce z bardzo uprzejmą Włoszką, która dobrze mówiła po angielsku (co było dosyć niespotykane wśród tamtejszych uczniów) . Opowiedziała mi ona więcej o Włoskiej szkole, nauce, systemie nauczania itd. Następna lekcja to angielski. Bardzo mi się podobała. Nauczycielka była dla nas bardzo miła i oczywiście potrafiła z nami nawiązać świetny kontakt. Omawialiśmy musical ‚West side story’ . Uczniowie włoscy przybliżali nam jego tematykę . Po południu spędziłam czas z Luigim i Basią. Najpierw poszliśmy do niego na obiad. Tym razem jedzenie niestety nie było dobre. Musiałyśmy podziękować za okropne, niewysmażone mięso. Na szczęście pierwsza cześć obiadu (makaron z mięsem) był zjadliwy. Luigi oprowadził nas po miejscach, których jeszcze nie poznałyśmy. Poprosił nas o pomoc w wyborze kwiatów dla jego dziewczyny na przeprosiny. Gdy je kupiliśmy, pojechaliśmy do Miriam , aby mógł je wręczyć . Wieczorem odbyła się oficjalna kolacja na zakończenie wymiany. Odbyła sie w restauracji. Jedliśmy bardzo smaczną pizzę. Potem udaliśmy sie jeszcze razem z włoskimi uczniami ‘na miasto’.

 

SOBOTA

Tego dnia wyjeżdżaliśmy do Bolonii. Rano Luigi odprowadził mnie do hotelu, gdzie mieliśmy sie spotkać z polskim nauczycielami i pozostałymi uczniami. Tu tez pożegnaliśmy sie z naszymi hostami . Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Podziękowaliśmy za milo spędzony czas. Było przykro się żegnać, dopiero co się poznaliśmy, a juz czas na wyjazd . Potem razem z Panią Emilką i Panem dyrektorem , wszyscy polscy uczniowie udali sie na dworzec. Pojechaliśmy pociągiem do Bolonii. Tam dotarliśmy do bardzo ładnego hotelu. Cały dzień zwiedzaliśmy to urokliwe miasto. Późnym wieczorem wróciliśmy do hotelu, aby chwilkę się przespać, gdyż juz o 4 mieliśmy być gotowi na wyjazd taksówkami spod hotelu na lotnisko.

 

Wspomnienia Michała z pobytu we Włoszech w ramach projektu Comenius

 

ŚRODA

Przyjechaliśmy pociągiem z Bolonii do Fano. Na stacji kolejowej poznaliśmy się z naszymi włoskimi i hiszpańskimi przyjaciółmi. Razem poszliśmy do hotelu Paradise, w którym wszyscy zameldowaliśmy się. Pierwsze popołudnie nie było bardzo pracowite. Po zameldowaniu wybraliśmy się z nauczycielami na obiad do restauracji (oczywiście na włoską pastę). Później spędziliśmy trochę czasu na plaży. Udało nam się wykąpać w morzu, chociaż woda była niezwykle zimna. Wieczorem udaliśmy się do miasta razem z hiszpańskimi i szwedzkimi kompanami. Mogliśmy spróbować włoskiej pasty oraz pizzy. Wszyscy byliśmy zachwyceni urokiem miasteczka, w którym mieliśmy okazję zamieszkać. Po naszym krótkim wypadzie, wróciliśmy do hotelu i położyliśmy się spać.

 

CZWARTEK

W czwartek wstaliśmy wcześniej i udaliśmy się na śniadanie hotelowe. Zdziwiliśmy się, że we Włoszech to danie bardziej przypomina poczęstunek niż pełnowartościowy posiłek. Na stole mogliśmy znaleźć jedynie przeważnie słodkości. Wyjątkiem była kawa i specjalna włoska kiełbasa. Po śniadaniu poszliśmy do szkoły. Mieliśmy w niej okazję poznać resztę naszych międzynarodowych kolegów i koleżanek. W jednej z sal nasza polska grupa przedstawiała prezentację o naszym mieście. Niektórzy z nas krępowali się mówić po angielsku przed około czterdziestoosobową grupą, ale ostatecznie każdy przemógł w sobie strach i występ wyszedł bardzo dobrze. Następnie zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek w szkole. Staraliśmy się poświęcić trochę czasu na poznanie Niemców, Hiszpanów, Szwedów oraz samych Włochów, którzy okazali się niezwykle przyjaźni i otwarci nawet, jeśli nie znali ani słowa w języku angielskim.

Po południu zostaliśmy przydzieleni do kilku grup, które wędrowały po całym miasteczku i rozwiązywały łamigłówki. Często musieliśmy pytać przechodniów o drogę, jednak ci często nie rozumieli nas. Na szczęście hiszpański jest podobny do włoskiego, dlatego niektóre osoby mojej grupy potrafiły w jakiś sposób się porozumieć. Po wspólnej zabawie znów zasmakowaliśmy tamtejszej kuchni, która wszystkim bardzo przypadła do gustu.

Wieczorem przeszedłem się moimi kolegami, z którymi dzieliłem pokój na Giro d’Italia – bardzo spektakularny wyścig kolarski. Małe miasteczko podczas tej imprezy ożyło. Miejsce finish’u był przepełniony, praktycznie nie można było się ruszyć. Czuło się włoską atmosferę – wszędzie krzyki, śpiew… coś niesamowitego. W nocy wyruszyliśmy z Włochami na podbój parku rozrywki. Udało mi się ograć jednego z nich w bilarda, za to oni górowali w kręglach. Dosyć późno wróciliśmy do hotelu i od razu położyliśmy się spać.

 

PIĄTEK

Piątkowy dzień był równie owocny w nowe doświadczenia, co poprzedni. Jeszcze raz udaliśmy się do naszej szkoły. Tym razem uczestniczyliśmy w zwykłych zajęciach. Ja na przykład byłem na lekcji języka włoskiego oraz geografii. Mimo, że nauczycielka od języka włoskiego nie znała słowa po angielsku, to jednak udało mi się zrozumieć, że zajęcia były o poetach takich, jak Petrarka czy Dante Alighieri. Następna była geografia. Na tej lekcji współzawodniczyliśmy z Włochami przy mapie. Zadania, jakie dostaliśmy, naprawdę podobały się wszystkim.

Wieczorem wszystkie grupy poszły na oficjalną kolację, która kończyła nasz projekt Comenius. Mogłem podczas jedzenia podyskutować trochę z Włochami (ci akurat bardzo dobrze znali angielski) i Niemcami. Rozmowa toczyła się znakomicie. Będzie to kolejny dzień nie do zapomnienia. Po kolacji wszyscy jeszcze poszliśmy na chwilę do miasta, gdzie można było w piątkowy wieczór znaleźć coś dla siebie.

 

SOBOTA

Rano po śniadaniu cała polska grupa udała się na stację kolejową w Fano. Poczekaliśmy, zdążyliśmy pożegnać się z nowopoznanymi przyjaciółmi i odjechaliśmy do Bolonii. Tam zameldowaliśmy się w hotelu i już w zupełnie rodzimym towarzystwie zjedliśmy… nadal włoski obiad. Po sieście zwiedzaliśmy miasto i wieczorem wcześnie położyliśmy się spać, ponieważ już o czwartej musieliśmy pojawić się na lotnisku. I tak oto zakończyła się nasza podróż do pięknych i malowniczych Włoch.